Feeds:
Posts
Comments

Archive for the ‘smakowite Toronto’ Category

Kilka zdjec do poprzedniego wpisu

This slideshow requires JavaScript.

 

Read Full Post »

Nasz grafik na bieżący tydzień:

Sobota – dostaję zielone światło na wyjście z domu. K zostaje z Małą oraz zapasem mleka w lodówce i zamrażalniku a ja udaję się na spacekr z kilkoma osobami z klubu fotograficznego po St. Lawrence Market a potem lunch w pubie obok. St. Lawrence Market to hala handlowa, gdzie mieszczą się liczne stoiska warzywne, owocowe, rybne, mięsne, serowe i jakie jeszcze tylko mogą być jadalne. Jako że z każdej strony atakują nas wyśmienite zapachy, kolory i widok różnych smakołyków, wszyscy się szybko robią głodni i całe towarzystwo ląduje na brunchu w pubie Giant Jersey gdzie serwują jeszcze śniadaniowe przysmaki. Wracam do domu kolo czwartej, K wrócił z Małą ze spaceru i właśnie jest pora na następne karmienie. Reszta soboty upływa na różnych codziennych czynnościach i, jak zwykle, długim usypianiu Małej.

Niedziela – późne śniadanie pt. podróż sentymentalna do czasów tureckich. Na naszych talerzach lądują sery z rodziny fetowatych – irański i grecki, ser akkawi (prawdopodobnie z Libanu), oliwki zielone i pomidor. Do w pełni tureckiego śniadania brakuje nam jajka na twardo i zielonego ogórka i nie pasuje ser brie. Niedzielne popołudnie upłynęło bardzo szybko, częściowo na plotkach z koleżanką z pracy, która wpadła żeby nieco ponarzekać na szykujące się zmiany w biurze. Oj, jak wrócę będzie ciężko się przestawić na nowe porządki…

Poniedziałek – K ma zajęcia więc większość dnia jesteśmy same. Musimy się wybrać do sklepu po kilka składników potrzebnych do gotowania zupy i przy okazji idziemy do biblioteki odebrać zamówione CD. Reszta dnia mija na karmieniu, gotowaniu zupy na raty, zabawie z Małą i tego typu sprawach. W międzyczasie odwiedza nas Szwagierka z Szwagrem i wyprowadzają na spacer Pana Psa. K wraca do domu, przejmuje usypianie Małej i w końcu możemy zjeść i niedługo potem padamy zmęczeni.

Wtorek – już czwarty tydzień jeździmy na zajęcia prowadzone przez pielęgniarkę środowiskową a finansowane przez miasto. Dwie godziny spędzamy na śpiewaniu piosenek dla maluchów, rozmowach z innymi mamami z dziećmi w podobnym wieku oraz na słuchaniu pogadanki i potem dyskutowaniu na różne tematy związane z hodowlą niemowląt. Były omawiane choroby, problemy ze spaniem, alergie oraz różne programy prowadzone przez miasto i inne instytucje. Za tydzień mamy mówić na temat wprowadzania normalnego jedzenia. A wieczorem mieliśmy gości, więc dzień całkowicie zajęty.

Środa – cotygodniowe wyjście do kina z grupą mam z zajęć ze szkoły rodzenia, poporodowych lekcji oraz wtorkowego programu. Co tydzień w pobliskim kinie jest seans filmowy dla mam z wózkami. Można przyjść z dzieckiem, postawić wózek obok siedzenia, albo siedzenie samochodowe na fotelu i rozkoszować się filmem, na ile dziecię pozwoli. Część mam chodzi i usypia dzieci, część stoi, co jakiś czas ktoś wstaje i wynosi rozwrzeszczane niemowlę do tyłu, gdzie jest tez stół do przewijania i akcesoria typu pieluchy i chusteczki do podmywania. Jak na razie udalo mi się obejrzeć Hugo The Muppets oraz Young Adult. Muszę przyznać, że Mała jest całkiem spolegliwa i daje mi oglądać bez większych awantur. Po kinie chodzimy na plotki i pogawędkę do pobliskiego Pie Shack gdzie serwują boskie paje owocowe. Często też kupujemy mięsne na wynos, bo nikomu nie chce się gotować po całym dniu rozrywki. Po posiedzeniu przy smakołykach pojechałam do domu, gdzie nawet nie wchodziłam bo Mała spała a w programie mieliśmy wizytę u Szwagierki i Szwagra. Tak więc z śpiącą Małą zabrałyśmy K i razem poszliśmy na smaczny obiadek.

Czwartek – przez jakiś czas był to dzień, kiedy jeździliśmy do szpitala na zmianę gipsu. Teraz możemy inaczej ten dzień zagospodarować, więc chodzimy na kolejne zajęcia, tym razem finansowane przez rząd Ontario. Bardzo blisko naszego domu jest jedna z placówek Ontario Early Years, gdzie raz w tygodniu są prowadzone zajęcia dla dzieci do roku. Znowu śpiewamy piosenki, niektóre nowe, część ta sama co we wtorek, rozmawiamy z innymi mamami i udzielamy się społecznie. Mała ma radochę przez większość czasu, ale pod koniec już jest zmęczona i musimy się szybciorem zbierać bo zaczyna płakać jakby ją ktoś ze skóry obdzierał. Ja wiem, że to jest jej normalny płacz i nic wielkiego się nie dzieje, ale inni rodzice i część obsługi patrzy z lekkim niepokojem w naszą stronę. No cóż. Sam ośrodek jest prawie nowy, w ciągu tygodnia są tam zajęcia dla różnych grup wiekowych, można przychodzić tak ot bez rejestracji czy zapisywania się. Zajęcia prowadzą dwie panie, poza tym jest wolontariuszka, która pomaga rodzicom – trzyma dziecko jak ktoś chce iść do ubikacji czy się ubrać czy też zjeść małą przekąskę przygotowaną dla każdego. Ponoć rozpoczynają też akcję promującą czytelnictwo – każdemu dorosłemu i dziecku, które przyjdą danego dnia o danej porze, będą dawać książkę. Teraz już wiemy na co idą nasze podatki, więc też trzeba trochę z tych atrakcji skorzystać.

Piątek – zaplanowana wizyta do mojego biura i lunch z koleżankami. Mała śpi większość drogi, ale budzi się w drugim metrze i do biura wkraczamy na sygnale jej płaczu. Oczywiście nie tylko moje najbliższe koleżanki, ale pół piętra wie, że ktoś przyszedł z dzieckiem. Wyjęta z wózka się troche uspokaja, odbywa rundę z rąk do rąk i kiedy przychodzi kolej mojego szefa bardzo pokazowo wymiotuje w jego stronę. Oczywiście wywołuje to wielką radość wśród całej żeńskiej cześci zespołu. Po obchodzie idziemy na lunch, najpierw je Mała potem ja a ona jakimś cudem usypia kołysana w wózku. Potem jeszcze na chwilę do biura, gdzie jemy deser po którym wracamy do domu. Mała śpi całą drogę i budzi się w momencie, kiedy przekraczamy próg domu. Oczywiście od razu chce jeść, potem zwraca część mleka na psa, który zdegustowany wycofuje się z pola rażenia.

Jutro sobota, mamy w planie wizytę koleżanki. A potem reszta weekendu też przeleci szybko, chociaż pocieszające jest to, że to długi weekend w Ontario dzięki Family Day i w poniedziałek K nie będzie musiał iść do pracy. A potem znowu zajęcia, wyjścia i spacery. Pod koniec lutego są zapisy na zajęcia prowadzone przez bibliotekę, a miasto ma jeszcze inny program dla mam, też prowadzony przez pielęgniarki, ale obejmujący nieco inny program. Tak więc jak nam się uda zapisać do dalej będziemy bywać wśród innych mam i dzieci. Czasem się czuję nieco zmęczona codziennymi wyjściami, ale z drugiej strony i tak chcę Małą codziennie z domu wyprowadzić, choćby na chwilę. Pogoda wprawdzie bardzo sprzyjająca jak na zimę, ale i tak nie zawsze chce mi się smędzić bez celu po okolicy. A tak przynajmniej mam cel i motywację żeby z domu wyjść. Zazwyczaj wychodzę później niż powinnam, więc potem pędzę do autobusu albo metra, co daje mi niezły wycisk. No i mam okazję pogadać z innymi mamami w podobnym wieku z dziećmi w podobnym wieku i mam możliwość wymienić się doświadczeniami, ale też pogadać na inne tematy niż hodowla latorośli.

Mam nadzieję, że następnym razem uda mi się wstawić kilka zdjęć z St. Lawrence Market bo teraz już muszę iść poświęcić się Małej.

Read Full Post »

Dzisiejszy dzień upłynął nam na zajęciach ogrodowych, domowych i remontowych. K. udało się naprawić rurę doprowadzającą wodę na pole, więc teraz możemy już podlewać łatwo i szybko, nie trzeba będzie nosić konewek z wodą. Nasz pies ma z tego też niesamowitą frajdę bo uwielbia wodę pod każdą postacią i świetnie się bawi ze strumieniem wody płynącym z węża.   Ja kosiłam trawę z przodu, nieco uporządkowałam ogród z tyłu, odkurzyłam auto z zastępów psiej siersci i chodziłam po ogródku i delektowałam się wspaniałą pogodą i sielskością naszego kącika na ziemi.  A potem był lahmacun na obiad (niech żyją ormiańskie piekarnie!) i piwo dla spragnionych robotników. Taki zwykły dzień i czynności, a jakoś tak mnie pozytywnie nastroił. Carpe diem…

Read Full Post »

Wraz z początkiem lata Toronto zamienia się w jeden wielki festiwal. Właściwie od maja do września w każdy weekend dzieje się coś wartego uwagi.  Są imprezy artystyczne, kulturalne, teatralne, filmowe, mniejszościowe, literackie, muzyczne i co tylko sobie człowiek wymyśli. Są aż dwa festiwale jazzowe, jest tydzien Pride, kiedy to nad miastem dominuje tęczowa flaga – są koncerty, imprezy i słynna parada na którą zjeżdzają ludzie z wielu krajów. Jest weekend włoski, grecki, polski, ukraiński, Afrofest, Caribana i wiele innych. Bardzo wiele z tych imprez jest darmowa, choć są też takie, na które bilet kosztuje kilkaset dolarów. Dla każdego coś dobrego.

Przez te kilka lat mieszkania tutaj udało nam się zaliczyć kilka imprez, ale jeszcze sporo przed nami. Teraz właśnie kończy się Luminato, festiwal sztuki – muzyki, filmu, teatru i tańca. Wczoraj na tutejszym “rynku” czyli Dundas Square, odbywał się darmowy koncert Gorana Bregovica, na który jednak nie doszliśmy. W ramach zamknięcia całej imprezy, która trwała przez cały tydzień, Cirque du Soleil daje darmowe pokazy na dwóch scenach. Są to krótkie przedstawienia w których za jednym razem występuje od dwóch do kilkorga wykonawców, są pokazy żonglerki, akrobacje, taniec i muzyka. Dzis udało mi się odwiedzić jedną z dwóch scen i spędziłam dwie godziny podziwiając do czego jest zdolne ludzkie ciało. Sprawiło mi to niesłychaną przyjemność, choć ręce mnie potem bolały od trzymania aparatu w pogotowiu.  Mam szczery zamiar w tym roku zaliczyć więcej imprez niż w porzednich latach, zobaczymy jak wyjdzie.

Kilka zdjęć z dzisiaj, a więcej można zobaczyć tutaj.

Read Full Post »

Skoro mój sąsiad blogowy już opisuje jak kupowaliśmy dom, to nie będę mu wchodzić w temat. Zobaczę jak skończy pisać i najwyżej uzupełnie, ale nie wygląda na to żeby mi coś zostało do uzupełnienia. Powoli dochodzimy do siebie po tych wszystkich emocjach i staramy się ochłonąć po kilku tygodniach pełnych atrakcji. W środę Eco, w czwartek koncert czeskiego barda Jaromira Nohavicy. Spędziliśmy ponad dwie godziny we wspaniałej atmosferze bardzo ciepłej muzyki, czasem poważniejszej a czasem bardzo żywej i pogodnej. Na widowni gościli głównie Czesi i Słowacy, ale Polaków też chyba kilkoro było. Artysta występował przy własnym akompaniamencie gitary albo akordeonu po dziadku. Widownia się świetnie bawiła, śpiewała i klaskała. Choć koncert zaczął się o siódmej ludzie zaczęli się zbierać już od piątej i jak się potem okazało, wprawiali się w dobry nastrój przy piwie albo innych trunkach. Oczywiście nie na sali koncertowej, która była w klubie ukraińskim, ale w pomieszczeniu obok, gdzie utworzono prowizoryczny bar. No bo przecież czeska impreza nie może obyć się bez piwa… W czasie koncertu też niektórzy wychodzili wzmacniać się i wracali coraz weselsi. Nie wiem jak to jest, że jak Czesi czy Słowacy imprezują to potrafią to robić bez chamskich burd czy awantur tylko robią się coraz weselsi i pogodniejsi. Koncert trwał ponad dwie godziny i Nohavica obiecał, że znowu wróci. Piosenki przeplatał długimi gawędami i żartami, część z których zrozumiałam a część mi przetłumaczył K. Była też jedna piosenka po polsku dla polskiej części widowni i kilka słów do niej skierowanych. Na stronie artysty można zobaczyć zdjęcia z tego koncertu, my sobie siedzimy z tyłu sali.

A jak już wyszliśmy z konecrtu to nas bardzo suszyło i musieliśmy sobie wejść na piwo do naszego ulubionego pubu. Jakoś tak się dzieje, że obcowanie z czeską kulturą wzmaga u nas pragnienie. Czy to film, czy koncert musimy potem się wzmocnić i najczęściej wspominamy nasze liczne wyprawy na Słowację i do Czech, tamtejsze klimaty, ludzi i oczywiście jedzenie. I tak nas te nasze wspominki nastroiły, że dziś pojechaliśmy sobie do czeskich delikatesów połączonych z barem/kafejką czy jak to nazwać. Prague Fine Food Emporium mieści się przy zachodniej części ulicy Queen i istnieje już od końca lat 60tych. Byliśmy tam niedługo po przyjeździe do Toronto, ale od tego czasu zapomnieliśmy o tym miejscu. Okazało się, że dalej istnieje i interes kwitnie. Miejsce się odnowiło, odświeżyło i tętni życiem. Najedliśmy się wieprzowinką z knedlikiem i kapustą, popili Czehovarem. Na deser już nie mieliśmy miejsca, ale kupiliśmy sobie kołaczyki na wynos i uszczknęłam trochę ciastka od E. Było to coś co najbardziej kojarzyło mi się z kremówką, tyle że mniej słodkie i z trochę innego ciasta. Teraz do kompletu powinniśmy zobaczyć jakiś czeski film….

Read Full Post »