Feeds:
Posts
Comments

Archive for the ‘rozmaitości’ Category

I niektórzy niezmiennie składają z tej okazji życzenia i ślą mailowe kartki (tutaj podziękowania dla Teścia), a niektórzy posyłają takie oto ciekawostki. Nie mogłam się oprzeć żeby tutaj wstawić i się podzielić z innymi.

Advertisements

Read Full Post »

idzie luty, podkuj buty…

…jak mawia stare powiedzenie ludowe albo i nie ludowe. W tym roku wzięłam tę mądrość dosłownie i zaopatrzylam sie w coś takiego:

Można to mocno przypiąć do butów, zarówno naokoło kostki jak i do czubka buta, także nie powinno spadać podczas wędrówki po lodzie i udeptanym, przymarzniętym śniegu, bo do tego ma służyć. Ponoć “ludzie północy” jak się tu określa mieszkańców najzimniejszych części tego kraju, używają tego i się świetnie sprawdza. Produkt jest “made in Canada” więc tym bardziej się mi podoba. A do tego, można w razie potrzeby wymienić kolce na nowe i dalej szusować po śliskich powierzchniach. Tak więc luty mi teraz niegroźny, mam nadzieję że moje podkucia do butów sprawdzą sie w praktyce, jak przyjdzie pora. I po raz kolejny okazuje się, że ukochany sklep mojego męża ma też pożyteczne dla mnie produkty.

Read Full Post »

…ano niestety tak. Śmierdzi jeszcze dzisiaj, mimo że przygoda zdarzyła się w czwartek. Śmierdzi mu lewa część pyska, kawałek koło oka i nosa. Śmierdzi nasz wsapniały pies, bo oczywiście musiało się to w końcu zdarzyć… Nieuniknione starcie nastąpiło w czwartek w godzinach wieczornych tutejszego czasu. A tak pilnowaliśmy, za każdym razem wieczorem najpierw my wychodzimy na zewnątrz, robimy rekonesans i dopiero potem puszczamy bestię. Jak wracamy wieczorem do domu, to najpierw jedno z nas idzie przodem, patrzy czy nic się nie czai za płotkiem a dopiero potem wprowadza się psa. A tu proszę, zgrabny skok psa z auta, kilka sekund naszej nieuwagi i sierściuch zamiast do ogródka skierował się w stronę drzewa sąsiadów. Najpierw było szczekanie, potem coś zawirowało i nagle wszystko umilkło. Pies potulnie dał się przyprowadzić do ogródka, był tak samo zdezorientowany jak K. który zapytał “Czy on śmierdzi?”.

Powoli cała okolica zaczęła się wypełniać zapachem. Sąsiadka wyszła zapytać czy wszystko w porządku. Jak się dowiedziała co się stało to nam życzyła udanej zabawy, zgarnęła kota i poszła do siebie…  Po wymianie znaczących spojrzeń i chwili ciszy nastąpiła błyskawiczna akcja. K. psa do wanny, ja na dół po sok pomidorowy, ręczniki i otwieracz do konserw. Po dostarczeniu tego do łazienki pobiegłam do sklepu (jak dobrze, że są koło nas sklepy całodobowe!) po dalsze zapasy soku pomidorowego i coca coli. Jak wróciłam, okazało się, że małpa już wyszła z kąpieli i dzięki dużej puszce soku znaczna część zapachu zeszła z psa, za to na całym pierwszym piętrze czuć było ten duszny słodkawy zapach. Rzeczywiście trudno się go pozbyć, zwłaszcza z materiałów. Obrożę musieliśmy wyrzucić, ubrania K. od razu wypraliśmy a i tak jeszcze trochę czuć.  Dobrze, że Choco jest znacznie wyższy od skunksa, wyobrażam sobie co by było, gdyby był cały na poziomie strzału… Na szczęście pies o nic się nie otarł, po wykładzinie szybko go przeprowadziliśmy i trafił prosto do łazienki. Biedaczek ponoć nawet za bardzo nie oponował jak go K. mył. Potem się sam obwąchiwał i mu nie pasowało, że mu głowa jeszcze trochę śmierdzi. Nie wiem czy myślał, że mu to pomoże, ale w nocy spał z głową poza legowiskiem.

Mam nadzieję, że powtórka z rozrywki się szybko nie zdarzy, ale jakby co, mamy trzy duże puszki soku pomidorowego i jedną dużą colę. Polecam właścicielom psów trzymanie zapasu soku pomidorowego w domu, działa!

Read Full Post »

znów w domu

We wtorek wróciliśmy z naszej wakacyjnej wyprawy. Na razie nie mogę wiecej pisać na ten temat bo umówiliśmy się z K. że każde z nas napisze o tym po swojemu i oboje równocześnie umieścimy nasze wpisy na swoich blogach. Myślę, że do końca weekendu się z tym uporamy…

Read Full Post »

w Adirondack State Park

…weźmiemy namiot swój i nie gitarę, ale psa.  Po raz pierwszy odkąd nasz ważący 45 kg pies  zamieszkał z nami, w najbliższy piątek wybieramy się wspólnie z nim pod namiot. Byliśmy na wielu wycieczkach jedniodniowych, spaliśmy w przyczepie kampingowej, w chatce, ale w namiocie jeszcze nie. Bardzo mnie zastanawia jak to się będzie odbywało w praktyce gdyż, jak wiadomo, w namiocie śpi się na podłodze. A nasz pies jest przyzwyczajony, że jak się siada lub kładzie na podłodze to tylko po to, żeby się z nim bawić. Bo podłoga jest jego, a meble są nasze. Tak więc ciekawa jestem bardzo jak zareaguje jak wszyscy będziemy spać na tym samym poziomie, moja wyobraźnia mi podpowiada bardzo różnorakie scenariusze. Poza tym po raz kolejny uświadamiam sobie, że taki wyjazd pod namiot wymaga niesamowitej ilości sprzętu wszelakiego. Jak jeździmy we dwójkę to już mamy tego sporo, a jeszcze do tego pies… Wszystkie jego smycze, kości, jedzenie, łóżko (nie może spać na samej podłodze namiotu ze względu na problemy z nogami), ręczniki, marchewki (tak, tak dzień bez marchewki nie jest dniem spełnionym według naszego psa), linka do której go trzeba na polu namiotowym przywiązać (bo musi być cały czas przypięty, a przecież nie będziemy non stop trzymać smyczy), samorozkładające się woreczki na psie kupy, miski i na pewno jeszcze o czymś zapomniałam. Pies jest na kuracji anty-wszelakoleśnorobakowej i do tego jeszcze w tym roku zafundowaliśmy mu ekstra szczepionkę przeciwko kleszczom bo w jego czarnej sierści trudno cokolwiek wypatrzyć. Swoją drogą wizyta u weterynarza zasługuje na osobną notkę…

Cały czas bacznie obserwuję prognozę pogody i już sama nie wiem, bo co chwilę się zmienia, na szczęście pokazują coraz pozytywniejszy wariant. A trzeba się pocieszać bo za oknem wieje, od rana pada deszcz i wcale się nie czuję jakbym miala jechać pod namiot. Wino spakowane, najwyżej się będziemy rozgrzewać. A jeśli ktoś ma wskazówki i pomysły na temat biwakowania z psem, chętnie poczytam.

Read Full Post »

Wesołych Świąt!

Wszystkim tu zaglądającym serdecznie życzę udanych, spokojnych i prawdziwie świątecznych Świąt w ciepłej atmosferze, miłym towarzystwie i pozytywnym nastroju.

Read Full Post »

Wbrew moim obawom, wszystko przebiegło pomyślnie (nie licząc faktu ze w jedym z dokumentów zostałam postarzona o dwa lata, ale ponoć to nie ma znaczenia) i odebraliśmy w poniedzałek klucze oraz wszelkie dokumenty potwierdzające, że dom jest NASZ!!!  Od razu pojechaliśmy sprawdzić czy dom dalej stoi na swoim miejscu, czy nie zamienił się tajemniczo w jakąś rozpadającą się ruderę. Okazało się, że nic się nie zmieniło i stoi jak stał.

Od wtorku K. wziął wolne i już całkiem sporo zrobił wraz ze Szwagierką. Od dziś ja też mam wolne i za chwilę się zbieramy i jedziemy dalej remontować. Musimy zdążyć zrobić jak najwięcej do niedzielnej przeprowadzki. No i jeszcze trzeba się tutaj całkiem spakować i wszyskto przygotować do wywiezienia.

A w Toronto spadł znowu śnieg i zapowiadane są dalsze opady, a w sobotę ma być burza śniegowa… Ciekawe jaka pogoda będzie w niedzielę, mam nadzieję ze sprzyjająca przeprowadzkom. Trzymajcie kciuki za powodzenie całej akcji.

Read Full Post »

Older Posts »