Feeds:
Posts
Comments

Archive for the ‘pieskie życie’ Category

Jak już Aneta wspomniała u siebie, mieliśmy bardzo ciekawy i udany długi weekend. Spędziliśmy go na spacerach, rozmowach i oglądaniu (przy jednoczesnym kontrolowaniu) psich zapasów. Bardzo dobrze rozmawiało się nam przy piwie, herbatkach i kawie na wszelkie różnorakie tematy. Między innymi, dzięki tym rozmowom przypomniałam sobie różne pozytywne sprawy, których na codzień się nie zauważa, bo stają się naturalną częścią otaczającej nas rzeczywistości. Dopiero kiedy spojrzy na nią ktoś z zewnątrz, można sobie przypomnieć i uświadomić że wiele spraw, które nam się wydają normalne i zwykłe, dla innych są atrakcją. I tak okazuje się, że fajnie jest mieć chodniki po których można chodzić i że a nie trzeba wszędzie jeździć autem (zobaczymy w zimie); dobrze nam że możemy jeździć do pracy komunikacją miejską (postaram się o tym pamiętać podczas następnej awarii metra); nasz dom jest czaruący i skrzypiące podłogi tworzą klimat innej epoki (a nie li i jedynie oznaczają kolejną fazę remontów); mamy blisko nad jezioro i do różnych sklepów i knajpek (o tym akurat pamiętam dosyć często, ale tak na wszelki wypadek wymieniam). Bardzo mi te nasze rozmowy dobrze zrobiły i mam nadzieję, że niedługo nam się uda to powtórzyć.

Psy rzeczywiście dogadywały się nadzwyczaj dobrze, choć muszę przyznać, że nieco się obawiałam jak to będzie. Na szczęście obydwa sierściuchy przypadły sobie do gustu i nawet bez problemu można je było same zostawić w domu. Nasz pies zyskał bardzo dobrego kumpla a przy okazji wyszalał się za wszystkie czasy i tak się zmęczył, że kiedy goście wczoraj rano pojechali do domu to padł na swoje łóżeczko. Właściwie śpi do tej pory, z przerwami na jedzenie i niezbyt długie spacery. Poza tym Bauer uświadomił mu, że do tej pory zaniedbywał bardzo ważne psie zadanie. Otóż Choco nigdy do tej pory nie szczekał na ludzi na deskorolkach i nie wiedział, że powinien dopóki Bauer nie obszczekał takiego jednego. Dzisiaj podczas spaceru Choco już wiedział, że to jego psia powinność i dzielnie obszczekał chlopaka na deskorolce kiedy przechodziliśmy przez ulicę. Myślę, że jeśli będzie miał okazję, sam też pokaże Bauerowi jak należy się zachowywać na widok ludzi poruszających się po chodnikach na elektrycznych wózeczkach…

A poniżej kilka zdjęć z weekendowego szaleństwa…

Vodpod videos no longer available.

weekend, posted with vodpod

Read Full Post »

Wyszliśmy sobie z psem na spacer, kiedy na spotkanie wybiegł nam Phoenix, czarny lab który mieszka w domu na przeciwko. Phoenix został zaadoptowany przez naszą sąsiadkę kilka miesięcy temu, jako towarzystwo dla nieco schorowanego Sama. Przez to, że Sam nie może daleko chodzić, Phoenix też wychodzi na spacery tylko bardzo bliskie i krótkie. Ewidentnie się to na nim odbija bo zawsze jest niewybawiony i zaczyna obrastać w tłuszczyk. Jak tak dzisiaj patrzył na nas idących do parku to mi się go zrobiło żal i zaproponowałam pani sąsiadce, że wezmę go na spacer do parku. Sąsiadka trochę się zdziwiła, upewniła że nie żartuję, zatroskała jak sobie dam radę i jak jej powiedziałam, że jak się okaże, że nie daję sobie rady to wrócę zaraz, stwierdziła że idzie po smycz. Jak już miałam dwa czarne potwory na smyczach niebieskiej i czerwonej, zaczęła się zabawa. Choco chodzi na spacery w takiej specjalnej uprzęży na nos dzięki czemu nie ciągnie zupełnie. Jako że łatwiej mi nim sterować, czerwoną smycz wzięłam do lewej, a niebieską z Phonenixem na końcu, do prawej ręki. Chwilę potrwało zanim Choco się zorientował co jest grane i że spacer będzie jakiś inny a Phoenix, że to ja tu rządzę i nie życzę sobie żeby ciągnał.  Szło nam się całkiem sprawnie, ludzie omijali nas szerokim łukiem, jeszcze szerszym niż jak idę z samym Choco. Tak się składa, że w naszej dzielnicy mieszka sporo muzułmanów i ludzi z krajów, gdzie psów raczej nie chowa się w domach, przez co widok naszego czworonoga w wielu dzieciach i ich rodzicach wzbudza przerażenie i chęć panicznej ucieczki. Jak już doszliśmy do parku to psom zachciało się bawić ze sobą co było nieco utrudnione tym że obydwaj byli na smyczy a ja nie mogłam nim kierować całkiem sprawnie bo w ręce trzymałam też woreczek z wiadomą zawartością. Jak już doszliśmy do kosza, pozbyliśmy się woreczka, znowu psy wróciły na swoje miejsca i ruszyliśmy w stronę domu. Phoenix z wywieszonym jęzorem pobiegł do domu a Choco też się zmęczył bardziej niż gdybyśmy poszli tylko we dwójkę. Kiedy po powrocie do domu opowiedziałam K. o ciekawym spacerze, stwierdziłam, że prowadzenie dwóch labów jest calkiem wykonalne. Na to K. z obawą w głosie zapytał czy ja przypadkiem badam grunt. Nawet nie pomyślałam, ale skoro sam pyta…?

Read Full Post »