Siedzę sobie na dole pod nieco obeschniętą choinką, dziecko śpi w koszyku obok, pies chrapie na podłodze obok koszyka a mąż halasuje w piwnicy. Jak dobrze, że przez większą część ciąży w naszym domu cały czas kręciły się jakieś remonty, pracowały różne maszyny, wyły piły i inne takie bo teraz nasze dziecko potrafi spać przy huku odkurzacza przemysłowego i grubościówki, piły czy innego pieroństwa. Do tego dodać można głęboki sen rodziców, który mam nadzieję odziedziczyła i mieć nadzieję, że jej spanie w takich warunkach dalej będzie dobrze wychodziło. Inna sprawa, że jest nieco zmęczona całym dniem, który dla nas wszystkich był dosyć trudny.
Odkąd się Mała urodziła, tylko raz zostawiłam ją na kilka godzin z K, o czym zresztą wspominał u siebie na blogu. Poza tym jednym wypadem cały czas jesteśmy razem. Dziś natomiast musiałam ją zostawić na dłużej, a zostawiając nie wiedziałam dokładnie o której będziemy z powrotem. Do tego nie zostawiałam jej w domu, z K, tylko zawieźliśmy ją do Szwagierki która się dzielnie zaoferowała opiekować bratanicą, kiedy my będziemy zdawać egzamin na obywatela Kanady. Sam egzamin okazał się być łatwiejszy niż się spodziewałam i myślę, że zdołałam odpowiedzieć poprawnie na 15 z 20 pytań. A jak nie, to będzie obciach potworny. Egzamin był na podstawie książeczki wydanej przez Ministerswo Imigracji, która zawiera najważniejsze fakty z historii, geografii, kultury, praw i obowiązków obywateli. Zaintersowani mogą sobie tę książeczkę zobaczyć tutaj. Książeczka niby nie jest gruba, ale jest tam trochę nazwisk i dat, więc jakby egzaminatorzy wzięli przykład z polskich nauczycieli historii to można byłoby z tego przygotować narzędzie do odsiewania znacznej ilości egzaminowanych. Na szczęście egzamin przygotowywano tutaj i jeśli ktoś książeczkę przeczytał i zna angielski na tyle żeby pytania zrozumieć, to nie miał problemu żeby sobie poradzić. Jeśli ktoś ma ochotę sprawdzić swoją wiedzę na temat Kanady to zapraszam na tę stronę, gdzie są pytania podobne do tych które się pojawiły dzisiaj. Trzeba tylko wybrać prowincję w której się mieszka, bo niektóre z pytań są zależne od miejsca zamieszkania. Poza egzaminem, każdy kandydat na obywatela musi przejść przez krótką rozmowę z urzędnikiem/-czką i odpowiedzieć na parę podstawych pytań na temat pracy, daty przyjazdu do Kanady itp. Rozmowa ta ma na celu sprawdzenie, czy kandydaci potrafią się porozumiewać w jednym z urzędowych języków Kanady. Ponieważ wszyscy siedzieli w tej samej sali co urzędnicy przepytujący, można było podsłuchac i poobserwować cały proces. Większość kandydatów była z różnych krajów azjatyckich, głównie Chin i Indii, było kilka osób z Filipin, krajów Ameryki Południowej, Bliskiego Wschodu. Wśród urzęników była jedna kobieta, która była najbardziej urzędowa i najbardziej oschła w swojej rozmowie. Oczywiście nam się ta właśnie pani trafila, ale nie mieliśmy problemów żeby przekonać ją, że jednak się potrafimy porozumiewać po angielsku. Pani urzędniczka od razu skojarzyła mi się z kobietą z którą mieliśmy do czynienia w ambasadzie kanadyjskiej w Ankarze, kiedy to staraliśmy się o wizę studencką dla K i pracowniczą dla mnie. Było to nasze pierwsze zetknięcie z kanadyjską imigracją i niestety nie było bardzo przyjemne. Musieliśmy się nieźle postarać żeby te wizy dostać, ale to temat na zupełnie inny wpis. Po przepytaniu wszystkich obecnych na sali, rozdano nam książeczki z pytaniami i mieliśmy 30 minut na odpowiedź. Na wyniki z egzaminu na obywateli musimy czekać jeszcze kilka miesięcy. Jeśli zdaliśmy to przed nami ceremonia uroczystej przysięgi i wręczenie dokumentów potwierdzających obywatelstwo. A potem zaraz wycieczka do urzędu paszportowego…
Przez całą tę naszą nieobecność od Małej udało mi się nie zadzwonić ani razu do Szwagierki z pytaniem jak im idzie, chociaż muszę przyznać, że kilka razy mnie ręka świerzbiła i miałam wielką ochotę się dowiedzieć jak sobie radzą. Jednak się powstrzymałam i przekonałam samą siebie, że mi to nic nie da, bo jak sobie nie radzą to i tak nie będę mogła natychmiast wracać do domu a będę się tylko bardziej denerwować. Tak więc jestem z siebie dumna, że ten trudny egzamin przeszłam zwycięsko. Po powrocie do domu okazało się, że Mała też bardzo dzielnie się zachowała i dała się nakarmić z butelki, przewinąć i zabawiała się w swojej “trzęsawce”. Ponoć nawet miała okazję pogadać przez skype z dziadkami w Polsce i dowiedzieć się co u nich nowego słychać. A ciocia też się świetnie sprawdziła w roli opiekunki i oferuje się na przyszłość.
Po powrocie do domu okazalo się, że telefon nie działa i nie ma sygnału. K zadzwonił do firmy telefonicznej, gdzie powiedzieli że u nich wszystko wygląda w porządku i że usterka pewnie jest u nas. Jeśli chcemy to poślą technika, ale jeśli awaria jest u nas, musimy zapłacić jakieś 100 dolarów. K zbadał sytuację, wsiadł w auto i pojechał do Home Depot gdzie nabył kabel telefoniczny i po powrocie do domu szybko i sprawnie usterke naprawił. Niniejszym egzamin na technika telekomunikacji ma zaliczony.
W związku z tym wszystkim jestem z nas wszystkich dumna i idę popatrzeć co grają w kinach…
A na deser zdjęcie Małej uśpionej dźwiękiem piły tarczowej…






Jaka Ona jest sliczna! I te rzesy!! Ach, beda sie chlopaki w kolejke ustawiac
) super macie z tym spaniem! Ja tu Mlodemu truje od jakiegos czasu, ze ma spac jak mamusia, dlugo i gleboko, wiec mam nadzieje, ze wezmie moje trucie sobie do serca
To trzymam kciuki za wyniki, na pewno zdaliscie! I gratulacje dla Ciebie Magda, pierwsze koty za ploty jak to mowia z zostawieniem Matildy pod okiem szwagierki.
trzymam kciuki za krotkie oczekiwanie na paszport! my jeszcze troche poczekamy… na razie nie przeslali nawet papierow do toona…
no i zazdroszcze takiej cioci pod reka, ile bym dala, zeby taka miec…
a malutka cudna, no i te rzesy!
Dwa duże kroki za Wami, egzamin i zostawienie Matyldy u opiekunki.Trzymam kciuki za wyniki!
dzieki dziewczyny! najgorsze to czekanie na wyniki i koniec calego procesu, ale mam nadzieje ze juz niedlugo
zobaczymy jak bedzie dalej z tym spaniem, mam nadzieje ze sie jej cos nie poprzestawia i nie bedzie sie budzic przy najmniejszym halasie. na razie bardziej niz halas przeszkadza jej swiatlo, ale to nic dziwnego.
Gratuluje!!!
Zostawienie Malej pod opieka “osoby trzeciej”;) to nie lada wyczyn!!! Tez by mnie reka swierzbila, wiec tym bardziej gratuluje powstrzymania sie od dzwonienia.
Egzaminy na pewno poszly Wam spiewajaco, co do tego nie mam watpliwosci, ale gratulowac obywatelstwa bede dopiero po przysiedze.
Musze sobie Twoj blog zalinkowac, ale bloger nie chce ze mna dzis wspolpracowac;/ Wrrrrrrrrrr…
Star, dzieki za wizyte i mile slowa! Mam nadzieje ze urzednicy sie szybko uwina z naszymi papierami i juz niedlugo bedziemy mogli sie starac o tutejsze paszporty