Właściwie to już nie takie nowości, bo Res Varia zdążył już ogłosić u siebie, ale co tam, tu jeszcze nie było nic na ten temat, więc mogę sobie taki tytuł nadać. Tak więc 31 października w naszej rodzinie pojawiła się mała istota, którą nazwaliśmy Matilda. Dzisiaj mija siedem tygodni odkąd jesteśmy razem, a ja nie wiem kiedy ten czas przeleciał i jak to się stało że za tydzień są Święta. Sporo tematów mi chodzi po głowie, które bym tu chciała poruszyć, ale jakoś tak się dzieje, że jak mam pomysł na wpis to nie mam czasu. A teraz jak sobie usiadłam na chwilę z laptopem to jakoś wszystkie myśli mi się rozbiegły. W każdym razie myślę, że ten blog nie zamieni się w blog tylko na temat matkowania, ale nie da się ukryć, że chwilowo jest to rzecz która mnie pochłania w znacznej części. Poza tym odkrywam zupełnie inny wymiar kanadyjskiej rzeczywistości o której wcześniej nie miałam pojęcia. Część tych moich odkryć na pewno tu się znajdzie bo myślę, że mogą być ciekawe dla tych którzy mieszkają w innych częściach świata. Do tej pory kontakt z tutejszą służbą zdrowia ograniczał się do kontrolnych wizyt u lekarza domowego, a odkąd byłam w ciąży zaliczyłam niezliczone wizyty w szpitalach, klinikach i innych tego typu przybytkach i jak na razie zapowiada się, że te wizyty będą się dalej regularnie odbywać. Liczne wizyty u lekarzy, w szpitalach, u specjalistów i położnych dały mi okazję żeby poznać nieco bliżej słynną kanadyjską służbę zdrowia oraz spotkać mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy przy okazji są specjalistami w różnych dziedzinach, ale głównie po prostu ludźmi. Ludźmi, którzy pacjentów nie traktują jak nachalnych petentów, ale też jako równych sobie ludzi. Sama nie wiem od czego zacząć, więc chyba najlepiej od początku jak wchodziliśmy w tę nową rzeczywistość.
Na początku ciąży zdecydowaliśmy się, że nie chcemy być pod opieką lekarza, zwanego tutaj w skrócie OB (obstetrician – ginekolog położnik), a chcemy znaleźć położną. Decyzję podjęliśmy po rozmowach ze znajomymi i tym co przeczytaliśmy w sieci. Głównym powodem było to, że OB mają bardzo mało czasu na to, żeby faktycznie się kobietą opiekować w czasie ciąży. Ponoć to pielęgniarki dokonują wszelkich pomiarów i przeprowadzają wywiad, a lekarz pojawia sie na chwilkę żeby odfajkować wizytę. Poza tym czas oczekiwania na wizytę jest zazwyczaj długi, mimo że się każdy umawia na konkretną godzinę. I w czasie porodu wcale nie ma gwarancji, że będzie akurat ten lekarz prowadzący, bo poród może przypaść na dyżur kogoś innego. Na temat położnych słyszeliśmy głównie pozytywne opinie i muszę przyznać ze sporo się sprawdziło.
Nam się udało dostać do kliniki położniczej niedaleko naszego domu, gdzie nam przydzielono dwie położne – Tracy, która była główną położną oraz Sarah, która była pomocnicza. Na początku chodziłam do nich raz na miesiąc i spotykałyśmy się na zmianę, raz z Tracy raz Sarah. Raz się zdarzyło że Sarah musiała jechać do porodu, więc miałam wizytę z inną położną z kliniki. Pod koniec ciąży wizyty były co dwa tygodnie, a potem co tydzień, tak samo jak u lekarza. Położne mają uprawnienia do wypisywania skierowań na wszelkie badania krwi, USG itp więc wszystko to było też takie jak gdybym była pod opieką lekarza. Co mi się bardzo podobało to to, że wszystkie spotkania były bardzo punktualne bo najczęściej musiałam się zwalniać z pracy żeby iść na wizytę. Trwały też dosyć długo i zawsze był czas na pytania moje, czy też K który chodził ze mną na sporą część tych wizyt. Sama klinika też bardzo przyjazna i pozbawiona tej szpitalnej atmosfery, tak więc same plusy.
Od samego początku mieliśmy numer pagera naszych położnych i instrukcje kiedy mamy dzwonić gdyby się coś działo. Położne są dostępne 24 godziny na dobę podczas całej ciąży, poród a potem sześć tygodni po porodzie. Na szczęście w czasie ciąży nie musieliśmy z tej możliwości korzystać, ale po porodzie kilka razy dzwoniłam i zawsze odpowiadały na mój telefon w ciągu 10-15 minut. Muszę przyznać, że sama świadomość że można liczyć na fachową pomoc w momencie kiedy ma się w domu noworodka była bardzo budująca.
Kolejną rzeczą, która zdecydowała na kożyść położnych był fakt, ze wiedzieliśmy ze to właśnie Tracy albo Sarah bedą z nami w czasie porodu, a nie ktoś zupełnie przypadkowy. Przez te wszystkie wizyty, mieliśmy czas się poznać i oswoić ze sobą. Muszę przyznać, że w czasie porodu mi to dużo dało, że nie jakaś obca osoba, ale ktoś z kim się zdążyłam poznać i zżyć opiekuje się mną i dzieckiem w czasie porodu.
W dniu porodu Tracy najpierw była dostępna przez telefon w nocy a potem od rana do momentu jak się urodziła Matilda była cały czas z nami. Dzięki temu że rodziliśmy w szpitalu był też dostępny lekarz, z którym Tracy musiała się konsultować i który w końcu musiał przejąć pałeczkę i wyjąć małą, która okazała się być zbyt duża (4.690 kg!) żeby wyjść na świat naturalnie. Ale Tracy też była obecna w czasie operacji i nam dodawala otuchy i mówiła K co ma robić.
Po porodzie trzymali nas w szpitalu jedynie 36 godzin. Jako że lekarz przejął opiekę robiąc cesarkę, obie byłyśmy pod kontrolą szpitalną, ale i tak położne przyszły z wizytą dzień po porodzie i w dniu kiedy szłyśmy do domu. Potem miałam jeszcze cztery wizyty domowe i trzy wizyty u nich w klinice, plus całkiem sporo konsultacji przez telefon. Muszę przyznać, że mi było wręcz smutno jak szłam na ostatnią wizytę bo wiedziałam, że będzie mi brakować nie tylko fachowej pomocy położnych ale też zwykłych rozmów, głównie z Tracy. No i faktycznie, brakuje, ale na szczęście są inni rozmówcy i motywacje do wyjścia z domu, ale o tym następnym razem.





Gratuluję!!!
gratuluje raz jeszcze
krociutko trzymali Was w szpitalu!
trzy lata temu jak rodzilam nie bylo u nas opcji poloznej, albo lekarz rodzinny, albo ginekolog. ja mialam szczera chec rodzenia ze swoim lekarzem rodzinnym, ale jak sie zaczely problemy po pierwszych trzech miesiacach, ucieklam do ginekologa, ktory mnie pozniej rozczarowal okrutnie… ot zycie, co ciaza, to inne doswiadczenia
Widzę, że Twoja opinia nt. kanadyjskiej służby zdrowia poszła w górę. Czekam na dalsze relacje z frontu
.
Jacek, dziekuje i witam na blogu.
Atsanik: mi sie wlasnie podobalo to w tej opcji, ze jakby sie zaczely problemy w czasie ciazy to polozne skierowalyby mnie do ginekologa, a jak sie zaczely w czasie porodu to poniewaz rodzilam w szpitalu, lekarz byl na miejscu i mogl dzialac a polozna i tak tam byla i sie nami dalej opiekowala do samego konca. Natomiast nie poszlabym na pewno na porod w domu z sama polozna.
Aneta: tak musze przyznac ze nasze doswiadczenia byly i sa bardzo pozytywne, ale zdaje sobie sprawe ze nie jest tak zawsze i w kazdej dziedzinie medycyny. Wiem, ze na wizyte u specjalisty mozna czekac po kilka miesiecy. Ale jesli chodzi o opieke nad kobieta w ciazy i noworodkiem to na prawde nie moge nic zarzucic.
Gratuluje raz jeszcze slodkiej i slicznej Matildy!
W szpitalu, w ktorym bede rodzic tez sa i lekarze i polozne. Moja lekarke lubie, choc myslalam o zmianie na polozna wlasnie. Wiem od douli, ze w momencie przyjscia do szpitala jesli mojej lekarki nie bedzie akurat moge poprosic o polozna, mozliwe, ze tak zrobie. Opcji z przychodzeniem do domu u nas nie ma, choc przeczytalam ulotke z mojego ubezpieczenia, ze moge o taka wizyte poprosic. Fajnie, ze polozna, ktora mialas przez cala ciaze, byla z Toba przy porodzie, super sprawa! U nas tak niestety nie ma, zazwyczaj jest tak, ze jesli wybierzesz system z polozna to poznajesz podczas kolejnych wizyt rozne polozne, wiec zupelnie inaczej.
No i bardzo szybko Was wypuscili po tej cesarce do domciu! Tutaj dluzej trzymaja.
No i ciesze sie, ze masz dobre wspomnienia z porodu i calej ciazy, wtedy sie milej wspomina i opowiada.
A Matilda, kawal dziewczynki
)
Mam nadzieje, ze moje mniejsze z glowa po mamie, co by sie szybko przecisnelo przez kanal
Ola, tutaj poloznych normalnie nie ma w szpitalach, tylko lekarze i pielegniarki. Polozna jest tylko jesli sie bylo pod jej opieka w czasie ciazy.
A wypuscili szybko bo wlasnie jak sie jest pod opieka poloznej to tak robia – po cesarce 36 godzin a po normalnym porodzie czasem nawet wypuszczaja za kilka godzin, jesli nie ma komplikacji. Zalozenie jest takie, ze poniewaz polozna przychodzi do domu na drugi dzien i potem jeszcze kilka razy to zrobi to, co by lekarz i pielegniarki robili w szpitalu. Tak wiec zeby nie podwajac kosztow, kobiety pod opieka lekarzy zostaja w szpitalu dluzej, bo nikt do nich nie przychodzi do domu, a te ktore maja polozna sa wypisywane szybko bo potem maja ciaglosc opieki w domu. W razie jakichs komplikacji czy problemow polozna kieruje do szpitala na wizyte u lekarza i tyle.
Co do wspomnien z samego porodu to ja wiem czy sa takie pozytywne…
W kazdym razie na pewno co do opieki w czasie.
Tez mam nadzieje Tobie pojdzie latwiej!
Gratulacje serdeczne. Ja sama (3 dzieci) nie zdecydowałabym się raczej na położną, mimo, że jestem (byłam) zdrowa i wszystko było bez komplikacji. Pierwsze były bliźnięta i jakoś tak się stało, że drugie trzeba było raczej szybko wyciągać na świat. Położna by raczej sobie z tym nie poradziła, to był skomplikowany i szybki zabieg. Gdyby nie bardzo szybka interwencja lekarza, mogło się to źle skończyć, bo wszystko szło dobrze, doskonale, jest jedno dziecko, a drugie nie….i nie wybiera się, a to zagrażało już jego życiu, więc zupełnie nagle lekarz podejmuje działania, nie ma czasu na żadne cesarki, tylko trzeba już, nagle, szybko, nigdzie mnie nie przewożono, po prostu fantastyczna wiedza i umiejętność wszystko zakończyła dobrze. To było nie do przewidzenia, bo wszystko zapowiadało się jak najlepiej.
Tak właśnie jest z porodem, każdy jest inny, wiele spraw można przewidzieć, dopilnować badaniami, ale są niektóre, zupełnie nieprzewidywalne, które wymagają po prostu natychmiastowej interwencji lekarza/lekarzy. Bez tego to właśnie dlatego kiedyś poród był tak dla kobiet niebezpieczny i dlatego wiele kobiet traciło życie. Bo jakby nie patrzeć, dla zdrowej kobiety poród jest praktycznie najniebezpieczniejszym wydarzeniem życia.
Mam nadzieję, że mała Wam te wszystkie trudne momenty wynagradza z wielkim procentem. Dzieci są tak fantastyczne! Pozdrawiam.