Ride the Rocket czyli Jedź Rakietą – w taki sposób reklamuje się torontońska komunikacja miejska (TTC – Toronto Transit Commission). Prawda jest taka, że Toronto jest miastem wspaniałym, mieszka się tu świetnie, ludzie są przyjaźni, jest mnóstwo wszelakich atrakcji itp itd. Ale, trzeba przyznać otwarcie i szczerze, że komunikacja tutaj nawala na całej linii, a właściwie dwóch liniach… metra. Tak, znaczna część tutejszej populacji musi polegać na dwóch podstawowych liniach metra, wschód-zachód (zielona) i północ-południe-północ (żółta). Są jeszcze dwie linijki – fioletowa i niebieska, ale one maja po kilka przystanków i prowadzą na obrzeża miasta.

Pomiędzy stacjami kursują autobusy i tramwaje. Autobusy najczęściej jeżdzą dosyć rzadko a tramwaje, w zależności od linii, jeżdzą co 5-10 minut. To znaczy według rozkładu tak jeżdzą, bo w rzeczywistości to wygląda tak, że przez długi czas nie jedzie nic, a potem trzy tramwaje na raz się zjawiają. Tramwaje są stare, trzeba wchodzić po wysokich schodach, a przy wysiadaniu trzeba najpierw nadepnąć na schodek, bo inaczej drzwi się nie otworzą. Do tramwaju trzeba wejść przez przednie drzwi tylko i uiścić opłatę. Wysiada się drzwiami tylnymi, które są na środku wagonu. Tył, nieco węższy niż środek, zazwyczaj jest pustawy bo nikt tam się nie chce pchać, bo potem trudno się wydostać przy wysiadaniu

(tramwaje są zazwyczaj jednowagonowe, rzadko takie jak ten na zdjęciu, no i są najczęściej czerwone)
W efekcie, wszyscy się kłębią przy motorniczym, z tyłu jest miejsce, a motorniczy nie wpuszcza nowych pasażerów “bo nie ma miejsca”. Czasem się zdarza, że motorniczy(-a) niezbyt miłym głosem pohukuje na pasażerów żeby się posunąc “bo inaczej nie pojedzie dalej”. Zdarza się, że motorniczy sobie zatrzyma tramwaj na przystanku, zamknie drzwi i pójdzie się wysikać/kupić kawę/jedzenie chińskie na wynos (odpowiednie podkreślić) przy czym cały ruch oczywiście się tamuje. Tramwaje nie mają swoich dróg, muszą je dzielić z autami, autobusami i rowerami. W efekcie tego wszystkiego, ta sama trasa tramwajem może trwać od 5 do 50 minut (może trochę przesadzam, ale nie bardzo). W tramwajach nie ma klimatyzacji, a przynajmniej w 95% nie jest włączana, zimą natomiast można przymarznąć do podłoża albo nabawić się zdrętwienia karku od wiatru wiejącego przez okno. Towary przewożone tramwajem są przeróżne, więc czasem można wejść w jakąś rybę z Chinatown albo kawę stojącą na podłodze. Tramwaje jeżdża głównie po centrum, wzdłuż głównych ulic, ze wschodu na zachód (z południa na północ prowadzi metro, więc po co więcej?). Przez kilka lat jeździłam do pracy tramwajem, więc mam wiele wspomnień.
Teraz natomiast jeżdzę metrem… Już sama nie wiem co lepsze, albo gorsze raczej. Metro z roku na rok robi się coraz bardziej zatłoczone, przybywa nowych ludzi, ze wszech stron słyszy się nawoływania żeby jeździć publicznym transportem i chronić środowisko, co z tego skoro drogi też są zapchane, parkingi nieziemsko drogie, więc sporo ludzi decyduje się na ten środek transportu. Codziennie rano jadę najpierw linią zieloną a potem muszę się przesiąść na żółtą. Cała akcja wymaga niezłej wprawy. Trzeba wiedzieć w który wagon wsiąść żeby się udało szybko wyskoczyć i przesiąść na drugą linię, bo jak się utknie w tłumie to można czasem i dwa pociągi przepuścić zanim się wsiądzie. Ostatnio na stacji przesiadkowej Yonge / Bloor postawiono panów strażników, którzy pilnują żeby ludzie nie wciskali się do wagonów po sygnale. Ostatnio wprowadzono nawet kary dla tych, którzy wciskają się do pociągu jak już drzwi się zamykają.
Jak się już uda wsiąść do metra to jeszcze trzeba dojechać na miejsce, a z tym też różnie bywa. Bardzo często się zdarza, ze pociąg stoi w tunelu i czeka. Powody są różne – problemy z sygnalizacją, przypadki medyczne w pociągu przed nami, nieznane awarie itp itd. Problem polega w tym, że jest jeden tor, więc jak się gdzieś coś stanie, to nie da się ominąć problematycznego pociągu tylko ustawia się kolejka dopóki awarie nie zniknie. Także tak samo jak tramwajem, nigdy nie wiadomo ile dana droga zajmie.
System biletów jest zupełnie idiotyczny, chyba najbardziej archaiczny z jakim się spotkałam. Za przejazd można płacić gotówką, $2.75 za przejazd albo żetonem, wychodzi $2.25 za przejazd. Żetony można kupować w bardzo niewielu miejscach poza stacjami metra, można kupić 10 w budce metrowej albo 4 albo 8 w automacie. Jak się płaci za pojedynczy przejazd to trzeba wziąć tzw. “transfer” żeby móc się przesiąść na inny środek transportu bez ponownego płacenia. Potem się ten transfer pokazuje człowiekowi w budce i można dalej jechać. Poza tym są karty miesięczne, ale można je tylko kupić ($109.00) przez pierwsze kilka dni miesiąca i są ważne od 1 do ostatniego dnia miesiąca. Żadnych cudów jak bywało w Krakowie, że człowiek kupował kartę kiedykolwiek ważną na miesiąc. Bilety tygodniowe są, ale też – od poniedziałku do niedzieli. Czyli jak ktoś przyjeżdża do Toronto na tydzień, ale od środy do środy, to ma pecha, bo sobie na tygodniowym bilecie nie pojeździ.
Ponoć są plany, projekty, zamierzenia i obietnice, że coś się robi w tym kierunku, żeby ten transport usprawnić. Jakoś tego w praktyce nie widać, na peronach się robi coraz ciaśniej i dojazdy zajmują coraz więcej czasu. Coraz więcej ludzi jednak jeździ metrem, nie tylko dlatego, że nagle wszyscy stają się przyjaźni środowisku, ale po prostu w mieście jest coraz więcej ludzi. Wszyscy się coraz bardziej niecierpliwia i narzekają, ale jak na razie nie zapowiada się żeby niebawem coś się zmieniło na lepsze. Za to od stycznia bilety mają znowu iść w górę…. Tak więc dla mnie TTC to żadna jazda rakietą, ale Tragiczna Torontońska Codzienność…





“Tragiczna Torontońska Codzienność” – ale mnie rozbawiłaś
. A zimą Kanałem Rideau na łyżwach do pracy nie dojedziesz? Współczuję tych pierepałków, mieszkanie w mniejszym mieście jednak ma swoje zalety. Choć muszę przyznać, że zawsze transport masowy lubiłam, bo mogłam sobie poczytać… Albo pospać
.
nie dojade, musialabym az do Ottawy na tych lyzwach pedzic
ja tez czytac lubie, problem w tym, ze ostatnie kilka tygodni bywalo tak ciasno, ze nie mialam miejsca zeby ksiazke albo gazete rozlozyc…
wspolczuje! no i tak jak Aneta zaczynam doceniac mieszkanie w mniejszym miescie (choc u nas komunikacja miejska tez lezy). nienawidze tloku w autobusach czy metrze, zawsze kojarzy mi sie z moja codzienna trasa 179 z Kurdwanowa na uczelnie. tez bylo ciezko cokolwiek poczytac, choc czasami sie dalo (nawet na stojaco), w ten sposob przeczytalam “Gre szkalnych paciorkow” Hessego i bardzo milo to wspominam, ale to byl wyjatek.
no coz, skoro ludzi Wam przybywa, to mysle, ze jednak predzej czy pozniej, miasto bedzie sie musialo z problemem komunikacji uporac.
my jezdzimy zupelnie nieeklogicznie, czyli wlasnym autem, ale jak sobie pomysle, o staniu na przystanku w zimie, albo o 30 minutowej podrozy + czas na dojcie (zamiast 10 minut autem) to mi sie odechciewa.
moze i bedzie sie musialo uporac, ale jak na razie znowu wprowadzaja podwyzke cen tokenow i biletow miesiecznych… A beda musieli cos z tym zrobic jako ze w 2015 Toronto bedzie goscilo Pan Am Games wiec jest szansa ze to ich zmobilizuje…
a tak poza tym to sie wlasnie dzis zaczelismy zastanawiac czy nam sie nie bedzie bardziej oplacalo jezdzic autem jak te podwyzki wprowadza, chociaz nie bardzo by sie to nam usmiechalo, zwlaszcza w zimie.
U mnie nie jest najgorzej. Nie jest tak dobrze, jak w Waszyngtonie, czy NYC, gdzie metro jest rozbudowane, ale ogolnie da sie zyc. Mamy CTA – system kolejek w miescie, w wiekszosci naziemnych, czesciowo pod ziemia (glownie w centrum) i pociagi Metry, ktore dowoza ludzi do centrum z przedmiesc. CTA i Metra maja po kilka linii, wiec praktycznie z kazdej strony miasta mozna dojechac. System biletowy jest lepszy, zwlaszcza w przypadku CTA, ktora na kazdej chyba stacji (a stacji sa dziesiatki, jak nie setka), ma samoobslugowe maszyny, z ktorych mozna kupic bilet na przejazd. Biletu u motorniczego nie da sie kupic, ale np. w Metrze mozna u konduktora. Sa tez autobusy, ale akurat one sa pieta achillesowa transportu Chicago, bo nie dosc, ze na ZADNYM przystanku nie ma dokladnego rozkladu jazdy (tylko ogolne, ze autobus kursuje w takich a takich godzinach i w takie a takie dnie), to podobnie jak w Toronto w przypadku tramwajow, czlowiek czeka i czeka na autobus, po czym przyjezdzaja trzy na raz. No ale ja nie bede narzekac, zwlaszcza na Metre, ktora jest moim srodkiem transportu do pracy – czysto, szybko i – co tu duzo gadac – inny kaliber ludzi niz w kolejce miejskiej.
ja nie narzekam, u nas jest fajnie, wszedzie dojade.
ania: tutaj tez jest cos takiego jak Wasza Metra – tzw GO train, ktory jezdzi z i do przedmiesci Toronto, na terenie GTA, te pociagi tez sa duzo czysciejsze, zadbane i mniej tloczne. Problem polega na tym, ze jezdza tylko w godzinach szczytu i oczywiscie bilety sa inne niz na TTC i przejazdy sa drozsze. Poza tym sprawdza sie to dla tych, ktorzy dojada tym GO do centrum i ze stacji moga dojsc na piechote do pracy, bo jak nie to trzeba jechac i GO i TTC, czyli kupowac dwa rozne bilety. Jak bilety na TTC podrozeja to moze sie nad tym zastanowie, bo mamy niedaleko GO i moge sobie spokojnie do pracy nim dojechac.
Swert, nie ukrywam ze o systemie komunikacji jaki jest w NY tutaj tylko mozna sobie pomarzyc i jeszcze dlugo poczekac…
U nas bardzo, ale to bardzo podobnie! Tramwai nie mamy, za to autobusy, na ktore tez naczekac sie trzeba. Metro dobrze jezdzi, ale w porownaniu z Toronto jest bardzo brudne. Cale szczescie, ze od prawie roku mam mozliwosc jezdzenia wlasnym samochodem, wiec od nikogo nie jestem uzalezniona. Wolalabym oczywiscie zasuwac piechota, ale za daleko od miejsca pracy mieszkam. U nas ostatnio przez tydzien byl strajk komunikacji miejskiej. Tragedia. Watpie czy cos sie zmieni w najblizszej przyszlosci.
Zapomnialam dodac, ze taki sam jest system biletow i tokenow. I ze rozkladow autobusowych na przystankach brak, wiec zawsze zgadywalam kiedy przyjedzie nastepny
alexxela: u nas tez byly strajki TTC, przedziwne sie sceny dzialy w miescie. ja akurat wtedy chodzilam do pracy na piechote wiec nie mialam problemu. A rozklady jazdy to w ogole to jakas dziwna instytucja. Na stacjach metra sa zazwyczaj rozklady autobusow, ktore z danej stacji odjezdzaja, ale potem na przystankach to juz nie ma. Jest tylko napisane kiedy mniej wiecej pojedzie albo co ile minut w danej porze jezdza… Tutejsze metro tez potrafi byc niezbyt czyste, ale to glownie gazety zascielaja podloge i siedzenia, choc oczywiscie nie tylko…
[...] czyli o 12 dolarów więcej niż do tej pory. Torontończycy gotują się z wściekłości, bo jakość usług maleje wprost proporcjonalnie do cen biletów. Pewnie wielu mieszkańców przerzuci się na dojazd samochodem, bo jeśli ma się jakiś sensowny [...]