Dzisiejszy dzień upłynął nam na zajęciach ogrodowych, domowych i remontowych. K. udało się naprawić rurę doprowadzającą wodę na pole, więc teraz możemy już podlewać łatwo i szybko, nie trzeba będzie nosić konewek z wodą. Nasz pies ma z tego też niesamowitą frajdę bo uwielbia wodę pod każdą postacią i świetnie się bawi ze strumieniem wody płynącym z węża. Ja kosiłam trawę z przodu, nieco uporządkowałam ogród z tyłu, odkurzyłam auto z zastępów psiej siersci i chodziłam po ogródku i delektowałam się wspaniałą pogodą i sielskością naszego kącika na ziemi. A potem był lahmacun na obiad (niech żyją ormiańskie piekarnie!) i piwo dla spragnionych robotników. Taki zwykły dzień i czynności, a jakoś tak mnie pozytywnie nastroił. Carpe diem…








No no, obiad wyglada calkiem niczego sobie. Mniam.
takie weekendy lubie najbardziej
i powtorze sie, zazdroszcze ogrodu! tez mi sie marzy taki obiad na zewnatrz, moze kiedys…
Ania: obiad byl pyszny
A najlepsze w tym jest to, ze nie ma z takim obiadem w ogole roboty
Atsanik: a na tarasie nie da sie zjesc?
no niby da, tylko tak jakos malo kameralnie by bylo
no ale nie juz bede narzekac, bo ostatnio narzekactwo nie w modzie
Mhmm…obiadek wyglada smakowicie. Nigdy nie jadlam takich plackow. I jak zielono macie w ogrodku. Wogole fajnie jest posiadac taki ogrodek
)