
Za każdym razem jak segreguję śmieci przed ich wyniesieniem przeraża mnie ilość jaką produkujemy. No bo woda nieco gazowana (Nałęczowianka albo Staropolanka najczęściej), soki, puszki, mleczne kartony, śmietanka, jogurcik itp itd. Zbiera się tego cała sterta i trzeba skrupulatnie odzielać papier od szkła i plastików. W prywatnych domach są też tzw. green bins czyli zielone kubły do których wyrzuca się wszelakie naturalne odpadki, czyli tzw. kompost po naszemu. W poprzednich mieszkaniach mieliśmy coś takiego, ale w obecnym bloku tego się nie stosuje. Toronto ostatnich kilka lat walczy z zalewającą je masą śmieci bo ich wywożenie jest coraz droższe. Ciekawe jest to, że śmieci wywozi się do… Stanów, a dokładnie do Michigan. Według strony miasta Toronto, od stycznia do sierpnia 2007 średnio 74 ciężarówek (jakieś 441,363 ton) dziennie kursowało ponad 400 kilometrów na drugą stronę granicy żeby tam zostawić nasze odpadki. Ponoć stan Michigan się zbuntował i tylko do 2010 roku będzie przyjmował nasze brudy. Teraz miasto organizuje wysypisko po tej stronie granicy jakieś 200 kilometrów od Toronto. Ale oprócz tego, prowadzi właśnie szeroką kampanię na rzecz mniejszej produkcji odpadów. Widać w mieście plakaty zachęcające do wyłączania światla, komputerów i innych sprzętów kiedy się ich nie używa, promuje się transport miejski (a to jest temat na osobny wpis, albo nawet na cała ich serie, ale krótko mówiąc kuleje to bardzo), zachęca do tego żeby nie kupować małych butelek z wodą tylko butelki wielorazowego użytku napełniać wodą z kranu itp. itd.
Dużo firm idąc śladem miasta wprowadza swoje programy ochrony środowiska. I tak naprzykład nasza firma ma specjalną komisję zajmującą się „zielenieniem” naszej firmy. Objawia się to w różne sposoby. Co tydzień dostajemy mailem „zielone wskazówki”: żeby nie wyrzucać baterii do normalnych śmieci, nie drukować wszystkiego jak popadnie, drukować dwustronnie, nie wrzucać śmieci do niewłaściwego konternera itp. itd. W każdej kuchni stoją trzy albo cztery kontenery na śmieci: na wszelkie surowce wtórne, na „nieużytki” czyli normalne śmieci i wyżej wspomniany zielony kubeł na odpadki typu jedzenie i zużyty ręcznik papierowy a czasem też jest kubel na PAPIER TYLKO. Jak wprowadzili te zielone kubły to często się zdarzało, że jakiś nieszczęśnik stal ze swoim odpadkiem i bezradnie patrzyl to na kubły to na zawieszone instrukcje i nie był pewien gdzie to wyrzucic. No bo jest to pojemnik po jedzeniu na wynos, czyli do surowców wtórnych, ale zostało mi tam jeszcze trochę ryżu więc gdzie to mam wyrzucic??? Z czasem ludzie wpadli na to, że resztki ryżu mogą wyrzucić do zielonego, a opakowanie do wtórnego kubła. Moja szefowa działa aktywnie w tym zielonym komitecie i raz widziałam jak przekładała zużyty ręcznik papierowy z nieużytków do zielonego kubła i robiła to z wielką gracją i wdziękiem. Na imprezach firmowych używa się tylko biodegradujące się talerzyki, kubeczki a nawet sztuće po ostatniej imprezie wrzucaliśmy do zielonych kubłów. A ostatnio wprowadzono konkurs dla wszystkich pracowników: która załoga drukarki najbardziej ograniczy ilość „spożywanego” papieru… Wszystkich nagród nie pamiętam, ale wiem że między innymi był do wygrania bilet miesięczny na komunikację miejską. Tylko jak tu ograniczać jak na każdą drukarkę przypadają najczęściej dwie asystentki i jeden albo dwóch prawników. My sobie możemy z K. oszczędzać i drukować dwustronnie albo używać do brudnopisów kartek już z jednej strony drukowanych jak taki prawnik sobie potem całą stertę wydrukuje i to dwa razy bo zapomniał ze już raz to drukował. Czasem mi to przypomina zbieranie makulatury w czasach mojego dzieciństwa. Tylko wtedy cel był dużo bardziej prozaiczny i krótkotrwały: papier toaletowy, a teraz w grę wchodzi przyszłość naszej planety, więc nawet jak nie wygram tego biletu miesięcznego to i tak się staram drukować dwustronnie.





Bardzo apetyczna nowa szata bloga
.
Z tymi smieciami to szok! Kanada wywozi smieci do Stanow??? Z drugiej strony, cos mi sie gdzies kojarzy, ze ponoc Stany wywoza statkiem smieci do Chin. Wez tu badz madry.
Dzieki! Tak mnie zainspirowal Twoj przystojniak ze postanowilam mojemu tez zmienic ubranko. To ostatnie zdjecie po prawej to widok z naszego balkonu (jak sie troche wychyle)
Przynajmniej tyle ze smieci nie potrzebuja paszportow i wiz to sobie moga jezdzic tam i nazad…
Postanowilam wejsc i sie przywitac
Z tym wywozeniem smieci do Stanow, to niezla sprawa, teraz juz wiem dlaczego tak czysto jest w Toronto
) Czystosc miasta, to byla pierwsza rzecz, ktora rzucila mi sie w oczy, druga to kolor skory, u nas 70% Czarnych. Jak dlugo mieszkasz w Toronto? Zalinkuje i ide czytac.
alexxela, witaj i dziekuje za odwiedziny! Z ta czystoscia Toronto to roznie jest, zalezy duzo od dzielnicy. W centrum rzeczywiscie jest dosyc posprzatane, ale nie wiem czy bylas np. w Chinatown, tam to juz jest innaczej, zwlaszcza w upalny letni dzien to sie odczuwa, w doslownym znaczeniu tego slowa
A w Toronto mieszkamy od 5 lat.
Ah, jak ja bym chciala, zeby u mnie w firmie tak bylo, jak w Twojej. Na razie to tylko marnotrawstwo przez duze “M”. W dmu segregujemy, ma sie rozumiec.
tak mi sie tu jakos trafilo szukajac jakiegos bloga “po sasiedzku”
pozdrawiam z middle of nowhere, czyli saskatchewan
aaa, a skad ta Naleczowianka, jesli mozna zapytac, bo ja milosnik wod mineralnych strasznie za nimi tesknie w kanadzie.
ania: tak, nasza firma szaleje. Dzisiaj kazdy pracownik dostal butelke na wode wielokrotnego uzytku, ale nie plastikowa, bo woda z plastiku nie jest zdrowa, tylko aluminiowa (czy co to za licho jest) w srodku aby sobie wode nalewac w kuchni z filtra i pic w czasie pracy a nawet i po…
atsanik: Witam po sasiedzku, bardzo mi milo ze tu trafilas. Faktycznie daleko jestes troche, ale co tam. A Naleczowianke, Staropolanke itp. mozna dostac w Toronto w supermarketach czasem, a w polskich sklepach zawsze.
[...] oka wystarczył, żebym zaklął w duchu. W nocy przyszła banda szopów, które wywróciły nasz zielony kosz na odpadki organiczne. Te kosze są niby tak zrobione, żeby szopy się nie mogły dobrać do zawartości, ale szopy [...]